
Kaliber 44
7 lutego 2017
„Usłysz mój głos człowieku! 1996 rok i minęło pół wieku” – od słów tych minęło 21 lat, a od istnienia Kaliber 44 zaledwie dwa lata więcej (1994), mnie osobiście „strzeliło” 17 lat od momentu, w którym otrzymałem swoją pierwszą płytę „3:44” i rozpocząłem muzyczną podróż z hip-hopem, która nieustannie trwa do dziś.

I, pomimo że „Księga Tajemnicza. Prolog” oraz „W 63 minuty dookoła świata” są dla mnie kultowymi krążkami, to właśnie owe „3:44” zajmuje u mnie wyjątkową pozycję do której bardzo często wracam. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że zarówno do niej, jak i wcześniejszych płyt, czy też nowego albumu „Ułamek Tarcia” mogłem wczoraj powrócić podczas koncertu w Siemianowickim Centrum Kultury. Poczułem się jak za dawnych lat, gdy królowały baggy Clinic'a i dresy Moro Sport, a w bluzach kangurkach nosiło się puszkę Montany.
Wypady na „panele”, ręce pokryte farbą z DecoLack'a i fioletem z domowej produkcji „szczoty”, wieczorne posiadówki na boisku do koszykówki, wymiany kaset – wspaniałych wspomnień czar! Kaliber 44 (Joka, dAb, Jaroz), Tomash RastaSquad, Siemianowickie Centrum Kultury – pięknie dziękuję za te wyjątkowe półtorej godziny, podczas której mogłem poczuć się jak za dawnych lat! Na słowa – „So why is it fresh?”, mogę tylko rzec – „Because it is timeless”.
PS. Moje wyżej wspomniane pierwsze wydanie „3:44” ma się dobrze i doczekało się wczoraj iście TrueSchool'owych tagów. Dzięki Panowie!
loading..





































