Exif: Fujifilm X100T
Podróże małe i duże – Costa Adeje
19 stycznia 2017
Uwielbiam Adeje, szczególnie to bez przydomka „Costa” w nazwie, gdyż w tym drugim czuję się nieswojo. Dlatego też bardziej cenię sobie mniej turystyczną część Adeje za szczerość, prawdziwość i sposób, w jaki toczy się tam życie. W przeciwieństwie do wybrzeża nie znajdziesz tu co krok wypielęgnowanych i przystrzyżonych równiutko co do milimetra trawników, nie znajdziesz też mnóstwa hoteli (o ile jakikolwiek znajdziesz?), ani nagabywaczy, którzy przy każdej możliwej okazji próbują Ci sprzedać „replikę” zegarka Rolex, okulary Diora, czy jedną z chust, które podobno przypłynęły z nimi prosto z sąsiedniej Afryki, mając na metce „Made in China”.
Czasem jednak trzeba zagryźć zęby jeszcze mocniej i odwiedzić tę bardziej turystyczną stronę Teneryfy, bo kto wie, może znajdzie się jakieś miejsce, które odbiega od wszechobecnego schematu – hotel na hotelu, knajpy z tłustymi śniadaniami dla Anglików, restauracje z zawyżonymi cenami dla Niemców, drogie sklepy dla Rosjan – a wszystko wypielęgnowane i dopracowane pod każdym możliwym względem, byleby zachwycić i nakłonić do zakupów najpopularniejsze nacje turystów odwiedzających „wyspę o wielu obliczach”. Ponadto wśród tego wszystkiego – jeszcze więcej nagabywaczy począwszy od deptaku, na piaszczystych plażach kończąc, tłumy i korki, a wieczorami dziesiątki turystów wracających chwiejnym krokiem do swoich hotelowych „All Inclusive”.
Tak w sumie myślę sobie, że może w tym wszystkim jest jakaś metoda, móc ot tak odciąć się od otaczającej nas na co dzień rzeczywistości, zaliczyć całkowity reset, nie przejmować się finansami i wrócić po tygodniu lub dwóch z wianuszkiem wspomnień. Wspomnień, które pamiętamy w mniejszym lub większym stopniu, lub tych, o których całkowicie chcielibyśmy całkowicie zapomnieć. Mimo wszystko my osobiście jeszcze nie dojrzeliśmy do tego typu decyzji więc, jak zawsze udaliśmy się w podróż własną drogą. Byłbym ogromnym hipokrytą, pisząc te słowa w momencie, gdyby nasza „codzienna” trasa na wybrzeżu przez ten czas ograniczała się do przejścia z parkingu na plażę – tak, ta akurat jest tam o dziwo fajna! – a nie doświadczyłbym tego wszystkiego na własnej skórze. W związku z tym dajmy porwać się w wir podróży po Costa Adeje, bo to nie tylko ludzie i budynki, to także widoki i miejsca, które potrafią zauroczyć, gdy trafi się we właściwe miejsce, i o właściwej porze.
Poprzednie miejsca na Teneryfie:
Exif: Fujifilm X100T
loading..






































