Podróże małe i duże – Adeje


I w końcu nastał ten dzień, przyszła długo wyczekiwana pora, że ilość zleceń zaczyna ubywać, trafiając prosto w ręce klientów, a czas, którego przybywa, mogę śmiało przeznaczyć na obróbkę materiału z TeneryfyNo, ale zacznijmy od początku! Tym bardziej że to już drugi rok, kiedy „lądujemy” na Teneryfie i przez prawie pół miesiąca staramy się przenieść nasze życie w tamtejsze warunki.


Tak właściwie, mógłbym rzec, że nic się nie zmieniło, bo w miarę możliwości staraliśmy się ogarnąć sprawy bieżące, pracę, dalej biegaliśmy z aparatami w rękach, robiliśmy zakupy, czy sprzątaliśmy. Żyliśmy „prawie” jak w domu. Tylko w tym wszystkim było i jest jedno magiczne słowo – „prawie” – które jak doskonale wiemy, robi ogromną różnicę. Mianowicie będąc prawie 4 000 km od domu, wszystko toczy się swoim własnym życiem z tym że w pięknych warunkach z piękną pogodą, a to motywuje i sprawia, że człowiek czuje się „jakoś” lepiej z samym sobą, a dzięki temu wszystko wydaje się prostsze. 

Nasza pierwsza zeszłoroczna podróż na Teneryfę była wyzwaniem, bo nie znając terenu, postanowiliśmy, że w przeciągu kilkunastu dni uda nam się objechać samochodem całą wyspę dookoła i zwiedzić – a nie tylko odhaczyć – jak najwięcej miejsc. Dzięki temu, że udało nam się zrealizować zeszłoroczny plan, w tym roku mogliśmy spokojnie podróżować, odpuszczając miejsca z serii „koniecznie musicie zobaczyć!”, a zająć się zwiedzaniem tej lokalnej, a czasem i dzikiej strony wyspy.

O ile zdjęcia z zeszłego roku leżą na dysku w archiwum i zostały tylko częściowo obrobione, tak w tym roku obiecałem sobie, że skończę wszystkie, a może i zrobię z tego mały projekt. Postaram się zaprezentować zdjęcia mniej więcej wg kolejności naszej podróży, a także przybliżyć krótkie historie kilku miejscowości, które odwiedziliśmy.

Nie sposób zacząć od innego miejsca, niż Adeje, w którym stacjonowaliśmy w „naszym” mieszkaniu (przy okazji — Gosia, Ola, Grzesiu z całego serca dziękujemy!). Jeżeli chodzi o Adeje, to jest ono prowincją należącą do Santa Cruz de Tenerife i znajduje się na południowym zachodzie wyspy. Warto wspomnieć, że jest to czwarta gmina na wyspie pod względem liczby ludności. Podstawową działalnością gospodarczą, na której bazuje, jest turystyka, a szczególnie w strefie wybrzeża Adeje (Costa Adeje). W ostatnich dekadach nastąpił tam szybki rozwój budownictwa (hotele, apartamenty do wynajęcia). Nie bez przyczyny cała gospodarka ukierunkowana jest w tę stronę, gdyż to wybrzeże jest jedną z najczęściej odwiedzanych stref przez turystów ze względu na jej plaże i klimat.

Jednakże wybrzeżu poświęcę osobny wątek, bo mimo pięknych widoków częściej woleliśmy zatopić się w klimacie lokalnych knajpek i cieszyć się wszechobecnym spokojem, gdzie jedynym hałasem były dźwięki dochodzące od naszych sąsiadów, którzy uwielbiali gotować o 3. w nocy lub odkurzać około 6. nad ranem. I o ile do takiego stylu życia szło się przyzwyczaić i po kilku dniach stało się to czymś normalnym, tak do wszechobecnych nagabywaczy, doprowadzających nas do szewskiej pasji i „super ekskluzywnych” restauracji – notabene serwujących potrawy podobne do regionalnych knajpek, tylko 10 razy droższe – przygotowanych specjalnie pod niemieckich, rosyjskich i angielskich turystów najzwyczajniej w świecie nie zniosę. ;-)

Exif: Fujifilm X100T