„Into the Wild” – podróżując szlakiem

Świadomość ostatnich kilku dni wolnego, przed kontynuacją maratonu ślubnego – który za niedługo nabierze maksymalnego tempa tak, że każdy miesiąc za miesiącem będzie uciekał nam nie ubłagalnie, nim się obejrzymy – spowodowała w nas chęć chwilowej ucieczki od pracy, terminów, sieci i komputerów (których udało nam się nie włączyć przez te kilka dni). Wstępnie plany miały wyglądać całkowicie inaczej, jednakże brak czasu, multum spraw na głowie przed pierwotnym planem wakacyjnym spowodował, że przez dwa dni przed urlopem siedzieliśmy z całkowitym brakiem pomysłu, zaprzątając sobie głowę pytaniem – gdzie można byłoby wyjechać i odpocząć?


Ponadto prognozy pogody nie zachęcały do opuszczenia „czterech ścian”. Jednakże okazało się, że czuwa nad nami jakaś dobra passa, gdyż prognoza pogody momentalnie odwróciła się o 180 stopni i zapowiedziała, że śmiało możemy opuścić nasz kąt i wyruszyć w podróż. Jako że uwielbiamy góry, zaczęliśmy poszukiwania, gdzie można byłoby się udać i czego jeszcze nie widzieliśmy. Może wstyd się przyznać, ale stwierdziliśmy, że wracamy ponownie do „nudnego”, „oklepanego” Zakopanego, bo jakim cudem przez tyle lat będąc w nim, lub w jego okolicach omijaliśmy „topowe” turystyczne atrakcje, takie jak Morskie Oko, czy chociażby Kasprowy Wierch. Zgodnie stwierdziliśmy, że najwyższa pora nadrobić braki, bo nie wypada być gorszym od pary Japończyków (serdeczne pozdrowienia!), którzy nie mają do Zakopanego jak my około 200 kilometrów, a ponad 8.5 tysiąca w linii prostej. Swoją drogą był to świetny test sprawnościowy dla nas (kilkadziesiąt kilometrów pokonanych pieszo), jak i dla Fuji X100T, który został głównym aparatem tej podróży – trzeba przyznać, że sprawdził się na medal, niezależnie od warunków.














































Exif: Fujifilm X100T (+ wbudowany filtr ND)